Odcinek XVIII – Kambodza: podsumowanie
// Luty 17th, 2010 // No Comments » // Azja 2009/2010
Dzień 49
14 lutego 2010
Pakse, Laos
15° 07′ N, 105° 47′ E
Czas na krotkie podsumowanie ostatnich dwoch tygodni z kawaleczkiem. W tym czasie odwiedzilem Phnom Penh, Siem Reap i Angkor, Sihanoukville, Stung Treng i Banlung – za podliczanie kilometrow wezme sie zapewne dopiero po powrocie.
Krajobrazy: 8.5/10
Zdecydowana poprawa jesli chodzi o widoki, nie rzadzi juz tu szyld i billboard jak w sasiednim Wietnamie, z drugiej strony brakuje moze odrobine dramatycznych akcentow. Kambodza, nie liczac kilku miejsc, jest calkowicie plaska, ale jest tez o wiele bardziej dziewicza od Wietnamu. Tam wszystko co mozna bylo oblac betonem i obkleic reklamami oblane i obklejone zostalo. W Kambodzy nierzadko przez setki kilometrow ciezko jest natrafic na znak wspolczesnej cywilizacji. Puste, prawie pustynne rowniny, geste lasy, dzungla, rzeki, morze. Spedzilem w Kambodzy zbyt malo czasu, dodatkowe dwa, trzy tygodnie bylyby calkiem na miejscu, chocby aby zobaczyc Gory Kardamonowe i poplynac lodzia do Battambang.
Ludzie: 7.5/10
Roznice zauwazylem natychmiast. Nikt nie patrzy tu na mnie w dwuznaczny sposob, nie zastanawiam sie czy doswiadczam wlasnie ciekawskiego czy asekuracyjnego, wrogiego moze nawet spojrzenia. Khmerowie sie do mnie usmiechaja, sami z siebie, nie potrzeba do tego zadnej formy transakcji. Nie zaczepiaja mnie o kupno czegokolwiek, nie jestem postrzegany jako chodzacy bankomat.
Ucza sie jednak od sasiadow. W Angkorze widac juz typowo wietnamskie zachowania, „buy from me” i zawyzanie cen. A kto nie kupuje ten gapa, ten zly fa rang. Kilka razy dochodzilem do podobnego wniosku, w roznych kwestiach – Kambodza za 10 lat bedzie dzisiejszym Wietnamem, Laos dzisiejsza Kambodza, a sam Wietnam dzisiejsza Tajlandia. Wiec byc moze to juz ostatnia szansa zeby zaznac khmerskiej goscinnosci, uczynnosci i usmiechu zanim zgina gdzies pod zadza zysku i pierwszymi kopnieciami dzikiego kapitalizmu i stana sie dobrem, ktorego trzeba bedzie aktywnie szukac.
Transport: 7/10
Wiekszosc hoteli wciaz potrafi zorganizowac transport, ale nie szuka ku temu okazji, wypytujac gosci o dalsze punkty podrozy. Hotele, jak wszedzie, maja w zwyczaju naliczanie sobie pokaznej prowizji, nawet do 25%. Podrozowanie po Kambodzy jest mniej wygodne, autobusy zazwyczaj maja juz swoje lata, a przewoza zreszta nie tylko ludzi, ale i towary, nierzadko tez zwierzeta hodowlane. Zreszta czesciej niz rzadziej bedzie sie poruszac ciasnym minibusem, w ktorym miesci sie duzo wiecej osob niz sie powinno miescic. Jest to element przygody, jak pokazuje przyklad mojej drogi z Banlung do Stung Treng dodaje to nieprzywidywalnosci i dreszczyku emocji. Jestem jednak pewien, ze na dluzsza mete (dluzej niz miesiac) moze to byc dosc meczace. Fakt korzystania z tego samego srodka transportu, z ktorego korzysta miejscowa ludnosc na pewno jednak czyni podrozowanie ciekawszym. Idealnym srodkiem transportu w Kambodzy jest rower i juz teraz zastanawiam sie nad powrotem do tego kraju, z rowerem kupionym w Bangkoku, na miesiac pedalowania.
Jedzenie: 6/10
Nie moge powiedziec, ze khmerskie potrawy przypadly mi jakos specjalnie do gustu. Najmilsze wspomnienia zwiazane sa z zimnymi shake’ami owocowymi, ale na pewno warto sprobowac ryby Amok (czasami Amoc) – delikatnych kawalkow ryby podawanych z ryzem i ostrym curry doprawianym kokosem. Nie mozna spudlowac z klasycznym smazonym ryzem i kurczakiem lub lekko urozmaicona khmerska wersja, Apsara Khmer Chicken, w ktorej wiecej jest warzyw. Ceny, w zwiazku z funkcjonowaniem dolara jako drugiej, czasem pierwszej waluty, nierzadko sa w przeliczeniu wyzsze niz w Wietnamie – nie przypominam sobie jednak zebym zaplacil za obiad z napojami wiecej niz 15-16 tysiecy rielow (3,5-4 USD/10-12 PLN).
Noclegi: 6/10
Nie ma tu takiej mnogosci opcji jak w Wietnamie, ale w nawet najbardziej niedostepnych miejscach na pewno znajdzie sie miejsce, gdzie mozna sie zatrzymac i nie stracic majatku. Stosunek jakosci do ceny mocno jednak cierpi w momencie przekroczenia granicy z Wietnamem. Tutaj za ciepla wode czy klimatyzacje trzeba juz doplacic, w Wietnamie przynajmniej ciepla woda byla standardem. Nie jest zle, bez cieplej wody spokojnie mozna dac sobie rade, odpowiednio duzy wentylator tez zlagodzi upalne dni. Poza Sihanoukville ani razu nie zaplacilem za pokoj wiecej niz 6 dolarow (18 PLN).
Komfort: 6/10
Klaksony staja sie wyjatkiem, drogi sa mniej zatloczone i nie liczac miejsc jak Ratanakiri, calkiem niezlej jakosci. Autobusy jednak, szczegolnie na dlugich trasach potrafia dac w kosc, jesli ma sie mozliwosc podzielic 10-godzinna podroz na dwa etapy to proponuje to zrobic. I nie polecam podrozy minibusem dluzszych niz cztery godziny, chyba ze polpustym, ale nie oszukujmy sie, o takich pisze sie tylko w khmerskich bajkach.
Pogoda: 7/10
Upal. Upal. Upal. Ani jednego pochmurnego dnia, od 8 rano do 6 rano dnia nastepnego dusznosc i zar z nieba. Przyzwyczailem sie juz wprawdzie do tego klimatu, ale meczy on organizm mimo to. W porze suchej Kambodza moglaby znajdowac sie na kontynencie afrykanskim i nikt specjalnie by sie temu nie dziwil.
Latwosc: 6.5/10
No w koncu, jakies wyzwania. Ustalanie transportu z niemowiacym po angielsku kierowca, zamawianie na migi jedzenia ze straganu, piaszczyste niedostepne drogi calkowicie nieprzejezdne przez niespodziewane okolicznosci. Moze nie jest to pamietany przeze mnie z dziecinstwa wyscig Camel Trophy, ale bywalo podobnie.
Ocena ogólna: 7/10
Wiekszosc ludzi do Kambodzy przybywa z Tajlandii lub Laosu, wiec wielka zmiana nie jest specjalnie zauwazalna. Jednak gdy wjezdza sie do Kambodzy z Wietnamu, juz pierwsze kilka kilometrow przynosi dziwna ulge. Przyjdzie jeszcze czas, ze pokonywac sie bedzie te granice bez poczucia najmniejszej zmiany, ale do tego czasu jesli ktos ma tylko dwa tygodnie czy miesiac i zastanawia sie gdzie spedzic wiekszosc tego czasu to moja odpowiedz moze byc tylko jedna. Welcome to Cambodia – The Kingdom of Wonder. A ocene ogolna podciagam do siodemki.
Budzet: 25 USD/dzien
Teoretycznie Kambodza powinna byc tansza od Wietnamu i jesli chodzi o noclegi to faktycznie byla nie do pobicia. Ja wydalem tam chyba jednak troche wiecej niz planowalem, a duza czesc zjadl transport. W zwiazku z tym, ze mialem w Kambodzy lacznie tylko 16 dni, probowalem zapewne zobaczyc jak najwiecej, a to oznaczalo czeste przemieszczanie sie z miejsca na miejsce. No i nie nalezy zapominac, ze jednodniowy bilet na zwiedzanie Angkoru to 20 dolarow – czyli tak naprawde trzy (albo i cztery) noclegi. O ile w Wietnamie mozliwe bylo zejscie ponizej srednich 25 dolarow za dzien to w Kambodzy moze to byc wyzwaniem, ale wszystko zalezy od planu, liczby miejsc i nastawienia. Jesli ktos lubi mieszkac w jednym pokoju z kilkoma osobami to w Kambodzy wiele w ten sposob nie zaoszczedzi, ale z drugiej strony ziarnko do ziarnka…



















