Posts Tagged ‘army museum’

Odcinek VII

// Styczeń 10th, 2010 // No Comments » // Azja 2009/2010


Dzień 14
10 stycznia 2010
Sa Pa, Vietnam
22°21′ N 103°52′ E


Wypoczywam juz w Sa Pa, ale na poczatek nalezy sie jeszcze krotka relacja z Hanoi. Z lotniska do miasta jest kawaleczek, bo okolo 30 kilometrow, poczatkowo chcialem dostac sie tam sposobem jak najbardziej ekonomicznym, ale jaki to bedzie sposob nie mialem pojecia. Byc moze kursuje jakis autobus miejski, moze sa prywatne busy, jednak o wszystkim zadecydowal impuls i zauwazona katem oka nazwa korporacji taksowkowej polecanej w przewodniku LP. Na lotnisku licznik wskazywal okolo 70 tysiecy dongow, co juz wydawalo mi sie kwota zawyzona, w czasie jazdy kwota rosla bardzo powoli, spodziewalem sie wiec, ze tak rozowo nie bedzie i juz w pamieci dodawalem jedno zero do tej kwoty. Nie jest to zapewne opcja najbardziej ekonomiczna, bo koniec koncow przeklada sie na okolo 35 dolarow, z czego udalo mi sie zejsc do 30 USD. Prywatny bus zapewne nie kosztowalby wiecej niz 100-150 tysiecy dongow czyli 7-8 dolarow, ale mialbym jeszcze na glowie kwestie dostania sie z centrum Hanoi do mojego hotelu. Sama podroz z lotniska powoduje lekki wzrost poziomu adrenaliny, przyznaje, ze do momentu znalezienia sie w hotelu serce bilo mi troche szybciej, szczegolnie gdy z okna samochodu obserwowalem krajobraz przypominajacy bardziej Faludze noca niz stolice Wietnamu. Drogi slabo oswietlone, unoszacy sie wokol pyl, a w nim pojazdy kazdej masci, pedzace przed siebie, glownie slalomem, w kanonadzie klaksonow. Pierwsza obserwacja z Wietnamu to brak jakichkolwiek pisanych zasad ruchu drogowego, funkcjonuje prawo dzungli i klakson uruchamiany srednio co trzy, cztery sekundy. Zastanawialem sie przy okazji czy jestem wieziony pod wlasciwy adres czy moze gdzies pod miasto gdzie zespol pomocnych Wietnamczykow pozbawi mnie calego balastu materialnego. Myslenie to okazalo sie jednak byc bledne, a w ciagu nastepnych dni okazalo sie, ze Hanoi to dla rozwaznej osoby miasto bardzo bezpieczne, nawet w najmniej uczeszczanych miejscach, ktore byc moze w Polsce uchodzilyby za szemrane. Hotel Blue Sky Hanoi powital mnie mila obsluga, ktora wskazala mi ogromny pokoj, z klimatyzacja i duza lazienka (z wanna), na pierwszym pietrze, za dosc, na pierwszy rzut oka, wygorowane 16 dolarow za noc. W tej cenie mam jednak sniadanie, na ktore wydalbym pewnie okolo trzech dolarow. Na moim obnizonym w zwiazku z wydatkami okololotniskowymi budzecie, obnizonym z 32 do 28 dolarow na dzien moge jednak calkiem spokojnie z takimi cenami funkcjonowac. Po calym dniu na lotniskach, spedzonym w trzech roznych krajach, nie bawie sie w odkrywanie okolic i uderzam w kimono kilkanascie minut po przybyciu.

Nastepnego dnia, po sniadaniu w postaci Pho (rosolu z wolowina), ba, zjedzonego paleczkami, herbaty i polowy arbuza wychodze przed hotel i znajduje sie nagle w samym srodku gwarnego Starego Miasta (Old Quarters), na chodnikach rozlozone sa stragany, panowie cos spawaja, ulica ida starsze Wietnamki, niosac wiadra i kosze pelne jedzenia, to wszystko dopelnione oczywiscie chmarami skuterow i motorowerow przekrzykujacych sie klaksonami.

Old Quarters

Przechodzenie przez ulice w Hanoi czy jakimkolwiek innym wiekszym miescie wymaga odrobiny wprawy, ale wystarcza pol godziny, zeby opanowac podstawowe zasady poruszania sie, a sprowadzaja sie one do tego, ze nalezy wchodzic na jezdnie bez specjalnych ostrzezen, a nastepnie rownym krokiem (bez zwalniania czy przyspieszania) przez nia przejsc. W ten sposob strumien dwusladow oplynie nas jak mala wysepke i po chwili bedziemy po drugiej stronie. Rowny chod gwarantuje bezpieczenstwo, daje po prostu czas kierowcom na wziecie nas pod uwage. Wiekszosc czasu i tak spedza sie na jezdni, chodniki sa albo rozkopane albo cale zastawione skuterami lub straganami, po jakims czasie nawet majac do dyspozycji rzadko wystepujacy gladki i rowny niezastawiony chodnik i tak chodzilem jezdnia. Poruszanie sie pojazdem po Hanoi musi byc jednak bardzo kosztownym przedsiewzieciem, mysle, ze hamulce trzeba wymieniac srednio raz na dwa dni, a klakson co kilka godzin.

Samo odkrywanie Old Quarters jest przygoda sama w sobie, ale mozna sie z niego wydostac by zobaczyc jezioro Hoan Kiem, znajdujace sie prawie w srodku centrum Hanoi. Na nim znajduje sie swiatynia Ngoc Son (wstep – 10000 VND), oblegana przez turystow, choc niczym specjalnym sie nie odznacza – mozna wejsc, zobaczyc, majatku sie nie straci (10000 VND to okolo 1,6 PLN). Tam bylem swiadkiem ciekawej scenki, jedna z kobiet opiekujacych sie swiatynia palila w specjalnym kominku pliki dolarow, ktore rozlozone miala rowno na talerzyku.

Ngoc Son Temple

Turystow z Zachodu duzo, co ciekawe zaobserwowana srednia wieku wsrod nich wynosi 50-60 lat, a nierzadko widzialem cale rodziny, rodzice we wspomnianym wieku z nastoletnimi dziecmi, choc trafilo sie kilka mlodych malzenstw z dziecmi w wozku. W moim hotelu spotkalem tez dwie grupki Polakow, obie z Wietnamu udaja sie jednak juz tylko do Laosu (co mnie zdziwilo, bo zwykle wybierana jest chyba Kambodza jako numer dwa).

W Hanoi przydaje sie jedno wyrazenie, wszystkie inne wydaja sie byc zbedne, chodzi o „Khong, cam on” czyli „nie, dziekuje”. Mysle, ze w ciagu dnia mozna to wyrazenie powtorzyc kilkaset razy, na okazje kierowcow xe om czyli motorowerow, oferujacych jazde, przez panie ze straganow do sprzedawcow przewodnikow i map. Te trzy slowa jak dotad przydaja sie na kazdym kroku w kazdym miejscu w Wietnamie, pod koniec dnia nachalnosc sprzedawcow robi sie juz troche irytujaca, u mnie doszlo nawet do tego, ze kupujac cos czy dziekujac za posilek automatycznie dolaczam „nie” na poczatku zdania, z przyzwyczajenia.

Niedaleko jeziora Hoan Kiem mozna jeszcze rzucic okiem na pomnik cesarza Ly Thai To, udajac sie dalej w tym kierunku trafi sie tez na gmach opery. W Hanoi spedzalem tylko cztery doby, w tym czasie mozna zobaczyc jeszcze mauzoleum i muzeum Ho Chi Minha, ktory zostal wbrew swoim zyczeniom zmitologizowany i jest wszedzie, od plakatow po banknoty (wszystkie). Na pobliski plac Quang Truong Ba Dinh wybieraja sie na spacer i jogging mieszkancy Hanoi.

Ho Chi Minh Mausoleum

Przy ulicy zadedykowanej zwyciestwu nad Francuzami pod Dien Bien Phu znajduje sie Muzeum Armii, ktore jest tak naprawde muzum ich historii, od czasow sredniowiecznych po wspolczesne, przy czym najciekawsze sa chyba ekspozycje dotyczace konfliktu z USA (przynajmniej dla mnie, starego fascynata tego tematu) i wczesniejszego konfliktu z Francuzami. Jest duzo sprzetu, amerykanskie i wietnamskie mysliwce, amerykanski smiglowiec UH-1H, czolgi, dziala, duzo broni z tamtego okresu. Ciekawe sa tez szczatki amerykanskich samolotow zestrzelonych nad Wietnamem, zamienione w pokazna rzezbe. Jesli chodzi o rzetelnosc informacji to nalezy patrzec na nie z przymruzonym okiem, o ile mi wiadomo Amerykanie nie stracili w wyniku zestrzelenia setek bombowcow B-52, o ile mi wiadomo w ten sposob nie stracili zadnego ;-) Bilet wstepu, o ile pamietam, kosztuje 20000 dongow czyli jakies 3 PLN.

Army Museum

Na terenie muzeum znajduje sie tez wieza sygnalowa, z ktorej szczytu mozna przyjrzec sie dachom Hanoi. A w pobliskim parku wsrod dzieci grajacych w pilke i calych rodzin rozgrywajacych mecze badmintona stoi sobie pomnik towarzysza Lenina. Zeby odpoczac od wszechobecnego zgielku mozna pojsc na krotki spacer nad Czerwona Rzeke, trzeba tylko przekroczyc ulice Tran Quang Khai, ktora byla dla mnie pierwszym powaznym wyzwaniem, liczy sobie tak na oko 6 pasm plus dwie rownolegle uliczki, pokonanie jej okazalo sie jednak dziecinnie latwe, a moze to juz po prostu szybko nabyta wprawa w manewrowaniu miedzy pojazdami. Rzeka na czerwona nie wyglada, jest raptem kilkaset metrow od wspomnianej ruchliwej arterii, a panuje tam prawie zupelna, szokujaca wrecz cisza.

Red River

Daleko jest swiatyniom wietnamskim do ich laotanskich czy kambodzanskich odpowiednikow, ale oprocz zwyklych, mieszczanskich swiatyn spotykanych na niektorych ulicach mozna zajrzec jeszcze do konfucjanskiej Temple of Literature (wstep – 10000 dong), zbudowanej w 1070 roku, ktora pozniej sluzyla jako uniwersytet dla elit Hanoi. Mozna przyjrzec sie z bliska Konfucjuszowi i jego czterem najblizszym uczonym i odprezyc sie w cieniu drzew, w pewnej odleglosci od miejskiego chaosu.

Na koniec warto odwiedzic dawne wiezienie Hoa Lo, znane amerykanskiej gawiedzi lepiej jako Hanoi Hilton, nazywane przez Francuzow Maison Centrale. Zbudowane przez nich w czasach kolonialnych przez lata bylo centrum udreki, tortur i egzekucji wietnamskich bojownikow o wolnosc kilku powstan i rewolucji. Dopiero pozniej, pierwszy raz bodajze w 1964 roku zaczelo sluzyc jako miejsce internowania amerykanskich pilotow i zolnierzy schwytanych w polnocnym Wietnamie, takze dzis senatora Johna McCaina, niedawnego kandydata na prezydenta USA, niegdys pilota samolotu A-4E Skyhawk zestrzelonego nad Hanoi w pazdzierniku 1967 roku.

Powoli szykowalem sie juz do wyprawy do gorskiej osady Sa Pa, na polnocnym zachodzie kraju. Z pomoca hotelu zarezerwowalem sobie bilety kolejowe w wagonie sypialnym, ktorym de facto jezdza tylko obcokrajowcy, do Lao Cai przy granicy chinskiej na noc 7 stycznia i powrotny do Hanoi na 12 stycznia. Bilet w jedna strone to wydatek 300 tysiecy dongow czyli okolo 16 dolarow. Przed wyjazdem z Hanoi zaplanowalem sobie takze dwa dni po powrocie z Sa Pa, za niecale 50 dolarow wykupilem w biurze podrozy wycieczke do zatoki Halong, gdzie spedze okolo poltora dnia, z czego noc na pokladzie lodzi plywajacej miedzy setkami wysepek, z ktorych znane jest to miejsce. Za kolejne 44 dolary mozna nabyc tzw. bilet open bus, dzieki ktoremu przez miesiac mozna jezdzic po Wietnamie klimatyzowanym autobusem, wsiadajac i wysiadajac gdzie sie tylko nam spodoba. Juz niedlugo jade na poludnie, z prawdopodobnymi przystankami w Ninh Binh, Hue, Hoi An, Nha Trang, Dalat i Ho Chi Minh City. A stamtad na koniec miesiaca przez Chau Doc, lodzia przedostane sie do Phnom Penh w Kambodzy. Ale najpierw czas wsiasc do pociagu udajacego sie do Lao Cai, zlapac tam transport do Sa Pa i rozpoczac piec dni lazenia po gorach. A przedzial w pociagu do Lao Cai (pociag SP3) wyglada tak:

Hanoi - Lao Cai SP3 Train