Posts Tagged ‘kowloon’

Odcinek IV

// Styczeń 5th, 2010 // No Comments » // Azja 2009/2010


Dzień 3
30 grudnia 2009
Mong Kok, Hong Kong
22°19′ N, 114°10′ E


Na poczatku sadzilem, ze to zasluga przypadlosci o nazwie jet lag, ale kolejne dni zdawaly sie przeczyc tej teorii. Otoz mojego pierwszego ranka w Hong Kongu obudzilem sie o 5.20, sam, bez pomocy ze strony zadnych halasow, wyspany i gotowy do akcji. Probowalem wylezec jeszcze chociaz godzine, ale w koncu skonczyla sie cierpliwosc do bezczynnosci i po szybkim sniadaniu spakowalem sie i ruszylem na nieukierunkowane szwedanie sie. Wydostanie sie z budynku o wczesnej porze okazalo sie jednak byc trudniejsze niz myslalem, nie funkcjonowaly windy, jak dotad jedyny znany mi sposob komunikacji w budynku. Wybralem wiec klatke schodowa, ktora nie posiadala ani okien ani jakichkolwiek oznaczen, przez co w pewnym momencie zastanawialem sie czy jestem jeszcze nad lobby czy juz pod ziemia. Udalo sie znalezc jednak ciezke zelazne drzwi, ktore do wprawienia w ruch wymagaly odrobiny wysilku – udalo sie, jestem na zewnatrz, choc chyba nie do konca. Znalazlem sie w podworku, ktore samo w sobie bylo sporej wielkosci labiryntem. Ponizej tych 20 pieter znajduje sie cos w rodzaju slumsow wypelnionych malymi komorkami, magazynami i skrytkami, zastawionych dodatkowo mnostwem beczek, stert metalu i rzeczy, ktorych nie potrafilem rozpoznac w polmroku. Po chwili kluczenia miedzy nimi bylem juz na ulicy.

Niektore nazwy ulic ciezko jest zapamietac, radze sobie wtedy znajdujac ich angielskie odpowiedniki, jak najbardziej nieoficjalne, przykladowo „Chow Tai Fook” to dla mnie „Chow Thy Fuck”, system sprawdza sie bez zarzutu. Po kilkunastu minutach krazenia bez celu trafilem na ulice, ktora nie wymagala ode mnie stosowania technik mnemonicznych, Waterloo Road zdobiona na regularnych odcinkach kosciolami przeroznych wyznan doprowadzila mnie po jakims czasie do stacji metra (MTR) o nazwie Yau Ma Tei, jeden przystanek od stacji domowej czyli Mong Koku. W biurze obslugi klienta na kazdej stacji mozna zakupic dobowy bilet na wszystkie linie o nazwie Tourist Day Pass za stosunkowo niewiele bo 55 HKD (22 PLN), do ktorego dolaczona jest mapka metra oraz przerozne kupony znizkowe.

MTR

Same stacje metra sa ogromne, wielopoziomowe i z kilometrowymi przejsciami miedzy wyjsciami. Nowinka w stosunku do znanych mi europejskich systemow metra jest wynalazek podwojnych drzwi. Od torow oddziela pasazerow szklana sciana z drzwiami, ktore otwieraja sie jednoczesnie z drzwiami wagonu, pociag oczywiscie zatrzymuje sie w odpowiednim miejscu ku temu. Pociagi nie sa tak naprawde podzielone na wagony, mozna bez problemu przejsc z czola pociagu na jego koniec bez napotkania zadnych drzwi.

Poruszalem sie linia czerwona (Tsuen Wan), ktora prowadzi przez nabrzeze zatoki w Kowloon, pod zatoka az do stacji Central na wyspie Hong Kong. Wysiadlem na ostatnim przystanku po stronie Kowloon – Tsim Sha Tsui, niedaleko swiecacego pustkami Kowloon Park. Zaczynalo do mnie docierac rzeskie powietrze znad zatoki, udalem sie wiec w orientacyjnym kierunku, z ktorego moglo pochodzic. Tak trafilem na Canton Road polozona w Harbour City, ktora powala na kolana iloscia luksusowych sklepow i nie mam tu na mysli miejsc gdzie sukienka kosztuje dwa tysiace zlotych, ale takie, gdzie mozna zaplacic i 50 tysiecy. Nie znam sie na tych markach, ale byl Chanel, Cartier, no i na tym sie moja pamiec konczy, nie zapycham sobie glowy smieciami. Mialem jednak refleksje patrzac na ten blichtr, za kilka dni bede w miejscu gdzie dzieci biegaja boso, a tutaj dzieci maja wiecej elektroniki i markowych ciuchow niz ja kiedykolwiek w zyciu widzialem. Ten kontrast mozna zauwazyc juz w niektorych miejscach Hong Kongu, ale jest zapewne mniej wyrazisty niz bedzie w innych miejscach na pozniejszych etapach podrozy.

Hong Kong

Po krotkiej przechadzce dotarlem do terminalu China Ferry i dopiero tam ukazala mi sie niesamowita panorama wyspy Hong Kong. Nie ma sensu probowac liczenia wszystkich wiezowcow, ktore upchnieto na nieduzym skrawku tej wyspy. Wsrod nich wyrozniaja sie szczegolnie dwa, kanciasty budynek Bank of China Tower oraz najwyzsza w Hong Kongu, wieza Two IFC, stojaca niedaleko od mniejszego rodzenstwa, One IFC. Na zatoce, mimo wczesnej pory, ruch jest juz dosc spory, swoje trasy pokonuja promy z Kowloon, promy do Macau i wielu okolicznych wysp („outlying islands”) oraz kutry, barki, a nawet dwuosobowe lodki wypchane towarami. Udajac sie dalej w kierunku wschodnim trafia sie na Avenue of Stars, deptak zdobiony sygnaturami i odciskami dloni gwiazd kina. Przedluza sie tym sposobem spacer z obrazem ciagnacej sie od horyzontu do horyzontu panoramy wyspy Hong Kong. Na wspomnianej promenadzie znajduja sie w wiekszosci nazwiska gwiazd znanych lepiej tylko chinskim kinomanom, choc zaskakujaco czesto powtarza sie imie Leslie zaraz przed typowo chinskim nazwiskiem. Slady brytyjskiej bytnosci, lokalna specyfika, na glownym terytorium Chin to imie zapewne nie nalezy do najczesciej nadawanych dzieciom. Dla nas, paskudnych westernersow, znajoma za to na pewno jest postac Jeta Li. Niedaleko znajduje sie Starbucks, odrobina goracej czekolady (29 HKD/10 PLN) w mglisty, chlodny poranek nie zaszkodzi.

Avenue of Stars, Hong Kong

Postanowilem przedostac sie na druga strone zatoki. Droga do stacji MTR oznaczona jest zwykle dopiero w promieniu okolo 100 metrow od nich, ale znalezienie stacji w centrum tej metropolii nie zajmuje nigdy wiecej niz 10-15 minut. Tak trafilem na East Tsim Sha Tsui, skad przejsciem podziemnym mozna dostac sie na wlasciwa stacje i chwile pozniej wysiadalem w Central. Po wyjsciu na powierzchnie momentalnie przytlacza wysokosc budynkow wokol. Jestem u stop najwyzszego budynku w Hong Kongu (i siodmego najwyzszego budynku biurowego na swiecie), Two IFC ukonczonego w 2003 roku, jego czubek skrywaja juz chmury. Co czesto okazuje sie przydatne, w okolicach stacji MTR zawsze mozna liczyc na obecnosc duzego centrum handlowego, nierzadko „duzego” oznacza dwa czy trzy razy wiekszego niz najwieksze centrum handlowe w Polsce. Okazuje sie nawet, ze wiele z tych centrow prowadzonych jest przez samego przewoznika, MTR.

Central, Hong Kong

Pokluczylem jakies pol godziny miedzy tymi drapaczami chmur do momentu gdy w oko wpadla mi sciezka prowadzaca w gore, na wzgorza wyspy Hong Kong. Nie mialem pojecia dokad prowadzi, ale byla kreta i widoki z niej byly ciekawe, wczesniej podziwiana panorama tym razem widziana z drugiej strony. Tym sposobem udalo mi sie zobaczyc ogrod botaniczny (i zoologiczny, choc trzeba przyznac, ze glownie to pierwsze) oraz Hong Kong Park polozony niedaleko. Taka wspinaczka jest jednak dosc meczaca, dobrze jest miec duzo wody i cos do jedzenia ze soba. Wymeczony przy najblizszej okazji obralem sciezke w dol, Monmouth Path, z powrotem do Central z przystankiem w Admiralty. Stwierdzilem, ze wystarczy juz zwiedzania na ten dzien i jego reszte spedzilem na Mong Koku.

Relacje powstaja z pewnym opoznieniem, choc czesto mam je juz spisane na papierze i czekaja na spokojniejsza chwile. W tym momencie jestem juz w Hanoi, skonczyl sie etap ograniczony terminami rezerwacji, wiec mam nadzieje, ze bede mial wiecej czasu na pisanie i moze wiecej czasu na publikowanie. Niedlugo ostatnia relacja z Hong Kongu, a po niej czas na Macau i wspomniane Hanoi. Zdjecia (widac, ze to jednak nie lustrzanka…) uaktualniane sa poki co prawie na biezaco, mozna znalezc tutaj: flickr.