Odcinek V
// Styczeń 5th, 2010 // No Comments » // Azja 2009/2010
Dzień 4
31 grudnia 2009
Mong Kok, Hong Kong
22°19′ N, 114°10′ E
W Sylwestra mialem jeszcze duzo terenu do pokrycia, najpierw jednak wybralem sie do Shun Tak Centre, gdzie znajduje sie tez Hong Kong-Macau Ferry Terminal, skad dwa dni pozniej plynac bede do Macau. Nie chce zmarnowac calego ranka na szukanie tego miejsca w dzien wyjazdu. Stamtad niedaleko mam do centrum handlowego IFC w Central, wypatrzylem tam ksiegarnie Dymocks, gdzie chcialem nabyc jakas mala mapke Hong Kongu, a z ktorej wyszedlem z mapka i dodatkowo z przewodnikiem Lonely Planet „Vietnam, Cambodia, Laos & the Greater Mekong” (250 HKD/100 PLN) – w Wietnamie co chwile zaczepianym jest sie na ulicy o kupno przewodnika, ale skoro juz jestem w ksiegarni i korci to przynajmniej bede mial to z glowy.
Pierwsza atrakcja dnia miala byc podroz kolejka Ngong Ping 360 na wyspie Lantau. Przejazdzka zaczyna sie niedaleko stacji MTR linii pomaranczowej – Tung Chung, a konczy sie w okolicach wioski Ngong Ping i gorujacego nad nia posagu Buddy Tian Tan. Sama podroz miala obfitowac we wspaniale widoki na Tung Chung Bay, lotnisko oraz Lantau North Country Park, jednak pogoda pokrzyzowala te plany w pewnym stopniu, w drodze w gore bylo pelne zamglenie, mleko. Bilet w obie strony kosztuje 107 HKD (40 PLN), jeden z kuponow dolaczonych do karty MTR Tourist Day Pass odejmuje z tej kwoty 10%.
W mleku schowal sie tez niestety posag Buddy, do ktorego wdrapuje sie po 200 stopniach. Tlumy jednak wokol niego i tak byly spore, w wiekszosci zorganizowane wycieczki chinskie, ale trafilo sie tez troche bladych twarzy. O wiele ciekawszy wydal mi sie i tak klasztor buddyjski Po Lin, lezacy kilkaset metrow dalej, turystow mniej, atmosfera tez ciut inna, nie slychac juz pokrzykujacych do megafonow chinskich przewodnikow, jest spokojniej, wokol mnisi zajmuja sie swoimi sprawami, a w powietrzu unosza sie przyjemne zapachy. Tam mozna zatrzymac sie na dluzej zeby odetchnac troche od turystow, a przy okazji mozna zasmakowac dobrego i bezmiesnego oczywiscie jedzenia. Za trzy wysmienite sajgonki zaplacilem tylko 10 HKD (4 PLN), a wcinalem otoczony buddyjskimi mnichami i mniszkami.
W drodze powrotnej Budda Tian Tan wychylil sie z mgly dzieki czemu moglem jeszcze raz rzucic okiem, jest imponujacy. Gdzies juz w okolicach Ngong Ping wpadlo mi jeszcze w ucho swojskie „kurwa”, ale nie zdazylem namierzyc wzrokiem rodakow, mala rzecz, a w sumie nie wiem czy cieszy. Droga kolejka w dol miala juz miejsce w lepszych okolicznosciach przyrody, pierwszy raz od przybycia do Hong Kongu udalo sie zobaczyc czyste, blekitne niebo, wiec gapienie sie z okien wagoniku na krajobrazy w dole sprawilo w koncu troche radosci. Jeszcze krotka przechadzka po Tung Chung i wsiadam z powrotem w MTR. Stwierdzilem jednak, ze zamiast wracac w znane juz sobie rejony, przesiade sie po drodze w inna linie i wysiade na stacji Prince Edward by poszukac ptasiego targu, o ktorym czytalem wczesniej. Bez dokladnej mapy jest to jednak zadanie dosc trudne. Lubie jednak lazic bez celu, a te okolice nadawaly sie do tego wybornie, to brudniejszy, biedniejszy Hong Kong, ale rownie zywy co centrum. Od Sham Shui Po po Chueng Sha Wan tetnieja zyciem alejki i ulice pelne straganow i calkowicie pozbawione turystow. Przez ponad godzine nie spotkalem ani jednego zachodniego turysty, co tylko utwierdzilo mnie w tym, ze czesto najciekawsze miejsca sa te, o ktorych sie nie mowi w przewodnikach – sprawdzilo mi sie to juz w roznych miejscach. Wrocilem na Mong Kok by zlapac kilka godzin snu przed udaniem sie do Tsim Sha Tsui na pokaz fajerwerkow o polnocy.
Na pokaz udalem sie okolo 23, metro bylo kompletnie zapchane, a po wyjsciu na Nathan Road przekonalem sie dlaczego. Wiekszosc miasta zjezdza w Sylwestra w jedno miejsce, a przypomne, ze Hong Kong ma siedem milionow mieszkancow. Jako osobie, ktora nie lubi bawic sie dla zasady i z okazji oraz ktora woli polnoc 31 grudnia smacznie przespac, Sylwester w Hong Kongu sie podobal. Po pierwsze obchodzony jest na trzezwo – nie wiem, dla mnie to jakis synonim wyzszej kultury, kolejnego stopnia oswiecenia, ze tak powiem, takze w zyciu codziennym. Wiec nie trzeba sie uzerac z banda pijakow i duzych dzieci, co jest zdecydowanie in plus. Po drugie mozna i tak sie calkiem dobrze wyspac, bo wszyscy rozchodza sie do domu jakies 10 minut po polnocy. Bo co trzeba tez uczciwie przyznac, fajerwerki koncza sie po minutach pieciu. Powrot jednak zajal mi jakies poltorej godziny, a to tylko trzy stacje metra, na poczatku stacje MTR byly jeszcze zamkniete, chyba zeby ludzie mogli sie troche przerzedzic, a pozniej trzeba bylo sie jeszcze dopchnac do wagonu i na koniec zostac jeszcze dopchnietym tak zeby jego drzwi mogly sie zamknac.
Tego dnia zdazylem jeszcze przed snem zarezerwowac sobie nocleg w Macau (Augusters Lodge – 250 HKD/100 PLN) za dwojke, nastepnego dnia bedzie juz powoli czas pakowania sie. Ale na koniec zostawilem sobie jeszcze The Peak (lub Victoria Peak) czyli szczyt wzgorza na wyspie Hong Kong, z ktorego ma sie dobry widok na cala okolice, z Kowloon wlacznie. Wjechac tam mozna tramwajem odjezdzajacym z okolic Central, ale z tego co czytalem nierzadko trafiaja sie tam dlugie kolejki, zarowno do kas jak i do samego tramwaju, a wjazd autobusem linii 15 odjezdzajacym z terminalu China Ferry jest ponoc duzo bardziej malowniczy. Wybralem te druga opcje i nie mialem chyba czego zalowac, jedzie sie okolo 45 minut, trasa wiedzie kretymi serpentynami, momentami z pietra autobusu widac tylko zielona przepasc, a i samo obserwowanie jak mijaja sie pojazdy na waskiej drodze jest dosc rozrywkowe.
Na szczycie widok jest naprawde piekny, pogoda tym razem dopisala i mozna bylo podziwiac panorame Hong Kongu i lezacego kawalek dalej Kowloon. Mozna tez na miejscu dobrze zjesc, bo przeciez taki punkt musi miec doczepione centrum handlowe, jednym slowem spokojnie mozna na The Peak spedzic pol dnia. Po powrocie pozostalo mi tylko spakowanie sie i ustawienie budzika. Nastepnego dnia, kilka minut po siodmej rano udalem sie do zlokalizowanego wczesniej terminalu Hong Kong-Macau Ferry i kupilem bilet w jedna strone do Macau (Turbojet – 146 HKD/53 PLN). Podroz przebiegla bez wydarzen, wypelnianie kolejnego druczku imigracyjnego i chwile przed 9 bylem znow na stalym ladzie, w Macau.















